Centrum Medycyny Inwazyjnej w UCK w Gdańsku – rozmowa z Marcinem Wojciechowskim

Funkcjonowanie nowoczesnego szpitala nie może odbywać się bez sprawnego systemu informatycznego. Jak ten system wygląda w CMI?

Centrum Medycyny Inwazyjnej zostało informatycznie zintegrowane z uruchomionym w 2010 roku w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym systemem szpitalnym CGM CLININET. System ten jest produkowany i wdrażany w szpitalach na terenie całego kraju od ponad 20 lat przez firmę CompuGroup Medical Polska. Z rozwiązań CGM Polska korzystają  największe prywatne sieci medyczne oraz ponad 150 szpitali w kraju i za granicą.  Zakupiony system został odpowiednio skonfigurowany i rozbudowany do potrzeb UCK, a zamawiając go miano już na względzie możliwość i potrzebę rozciągnięcia go na nową część szpitala, czyli Centrum Medycyny Inwazyjnej. Tak więc personel szpitala jest już z nim dobrze zaznajomiony.

System jest bardzo rozbudowany, modularny, a każdy z modułów w sposób częściowo autonomiczny pokrywa określony obszar funkcjonalny szpitala (lecznictwo otwarte i zamknięte, diagnostykę obrazową i laboratoryjną itp). Ponieważ wszystkie moduły są od tego samego dostawcy to oczywiście integracja jest pełna. I jest to jedna z podstawowych zalet tego systemu, bowiem informacja raz wprowadzona w jednym miejscu jest od razu widoczna we wszystkich modułach. Jeżeli np. pacjent  po badaniach nie jest hospitalizowany to wyniki jego badań zostaną zarchiwizowane i mogą być wykorzystane w dowolnym czasie w przyszłości. Wszystkie badania radiologiczne gromadzone są od razu w postaci cyfrowej.  Elementem nowości są w tym szpitalu przenośne aparaty rentgenowskie i tablety medyczne, które mogą pracować w sieci bezprzewodowej. Obok rejestracji wszystkich danych pacjenta w systemie informatycznym prowadzona musi być także dokumentacja w postaci papierowej. Ustawodawca wprawdzie dopuszcza prowadzenie wyłącznie dokumentacji elektronicznej ale stawia wymóg wyposażenia wszystkich użytkowników systemu w tzw. podpis elektroniczny – co w praktyce pociąga za sobą ogromne koszty. W Polsce jak dotąd nie ma szpitala, w którym dokumentacja prowadzona jest wyłącznie w formie elektronicznej.

Ponieważ przy zakupie systemu planowano jego wykorzystanie do obsługi CMI to nie było potrzeby rozbudowywania serwerów czy innych urządzeń. Zanotowaliśmy jedynie wzrost natężenia ruchu ale wszystko niejako „mieści się” w dotychczasowej konfiguracji. Kluczową rolę dla działania systemu pełni sieć informatyczna, a zwłaszcza ważna jest przepustowość sieci. Sieć w CMI jest bardzo dobrze zaprojektowana i cechuje się bardzo dużą przepustowością. Duża magistrala światłowodowa jest pociągnięta od CMI do budynku nr 5 gdzie znajduje się lokalny węzeł i to działa bardzo dobrze. Ta przepustowość która jest w CMI pozwala uruchomić to czego nie ma w starej części szpitala czyli globalną sieć bezprzewodową. Cały budynek CMI pokryty jest wysokowydajną siecią bezprzewodową o korporacyjnym standardzie, która w swoim podstawowym zastosowaniu ma zapewnić dostęp do systemu z dowolnego miejsca w szpitalu.

Co nowego jest w CMI w dziedzinie teleinformatyki?

Wydawać by się mogło, że niewiele. Ale pomimo, że w zasadzie pracujemy w „starym” systemie to wyłoniło się  kilka nowych spraw.  Po uruchomieniu CMI dział którym kieruję otrzymał szereg nowych zadań. Poza infrastrukturą sieciową i telefoniczną nadzorujemy m.in. system kontroli dostępu, cały monitoring w tym również monitoring pacjenta oraz system przywołwaczy.  Oprócz głównego, ogólnego systemu informatycznego, który nam podlega, wiele aparatów diagnostycznych ma własne, nieraz bardzo wyrafinowane systemy komputerowe. Ciekawostką na przykład jest to, że w radiologii został zaimplementowany system rozpoznawania mowy. Opisy można teraz dyktować do mikrofonu i zostają one przechowane w formie zapisu tekstowego w systemie informatycznym. Ich rozpoznawalność jest bardzo dobra. Nowością dla nas jest wyższy poziom organizacji jaki wymusza CMI. Nowością jest również wysoki stopień homogeniczności floty komputerów. Kilka lat temu w sprawie informatyzacji szpitala zapadła ważna strategiczna decyzja, że przestawiamy całą flotę komputerów szpitalnych na małe terminale dostępowe. Taki terminal to jest komputer, który nie posiada twardego dysku, a wszystkie katalogi i pliki przechowuje na centralnym serwerze, za pomocą którego realizuje dostęp tylko do tych systemów, które są niezbędne dla wykonywania dedykowanych mu zadań. Do tej pory komputery szpitalne i uczelniane były wymieszane, np. wyniki badań naukowych czy  studentów prowadziło się na komputerach szpitalnych, a z komputerów uczelnianych był dostęp do systemów medycznych. To pozostawiało wiele do życzenia ze względu na bezpieczeństwo danych jak i na właściwe zarządzanie takim sprzętem. W CMI zostało zainstalowanych ok. 300 terminali. Staramy się teraz sukcesywnie wymieniać pozostałe komputery na terminale w starej części szpitala.  Ta nowa sytuacja wzbudziła zrozumiała niechęć personelu naukowego i teraz nierzadko na biurku stoją obok siebie dwa komputery. Z tym, że komputery uniwersyteckie, jeżeli są instalowane w CMI, to nie mają dostępu do systemu medycznego.

Mamy teraz w CMI sytuację podobną jak w systemach bankowych, gdzie z uwagi na bezpieczeństwo danych komputery funkcjonują jedynie w izolowanej, zamkniętej sieci. Ta sytuacja jaka jest teraz w CMI zostanie stopniowo rozciągnięta na całą starą cześć szpitala, aby w tym samym gniazdku komputerowym w ścianie i dalej w tym samym przewodzie dokładnie logicznie odseparować od siebie sieć szpitalną i sieć uniwersytecką. To naprawdę uporządkuje wiele spraw i zapewni wymagany poziom bezpieczeństwa, a z tym dotąd różnie bywało.

Czy jakieś poważne problemy  nieoczekiwanie wyłoniły się trakcie uruchamiania funkcjonowania CMI?

Owszem taki problem zaistniał. Niespodzianie głównym problemem stał się nagle dostęp do sprzętu komputerowego i do telefonów oraz identyfikatorów z zaprogramowaną kontrolą dostępu. Mimo, że kliniki się przeprowadziły to wąskim gardłem okazało się fizyczne uruchomienie komputerów.  Myśmy rozpakowali, skonfigurowali, podłączyli i uruchomili komputery zgodnie z podkładem budowlanym z opisem funkcjonalnym pomieszczeń. Natomiast okazało się, że podczas przeprowadzki zostały one, trywialnie mówiąc, wystawione na korytarz i użytkownicy na nowo zreorganizowali sobie pomieszczenia i tam powstawiali komputery, które trzeba było na nowo podłączać i konfigurować. Ponieważ każdego dnia była zaplanowana jedna przeprowadzka, zapanował chaos i nie byliśmy w stanie go bezkonfliktowo rozładować. To była pierwsza organizacyjna wpadka. Drugą były telefony. Ponieważ szpital posiada nową, własną centralę telefoniczną, to posiadamy aktualnie dwie centrale – uniwersytecką i szpitalną. Cały ruch jest obsługiwany przez nową centralę, jedynie połączenia na miasto, kraj, Europę i resztę świata oraz telefony komórkowe realizowane są przez stara centralę. Teraz czeka nas proces separacji. Taką dysfunkcją organizacyjną na początku było to, że wprawdzie sekretariaty miały telefony ale nie  miały wyjścia na miasto.

Są też poważne problemy z połączeniami z telefonów komórkowych z uwagi na brak zasięgu. Żaden operator komórkowy nie wyraził początkowo chęci postawienie dodatkowej anteny uważając, że nie ku temu uzasadnienia biznesowego. Teraz zmienili zdanie i będzie niebawem dodatkowa antena co rozwiążę problem. Tak więc ze śmiertelną powagą zapewniam, że tym razem to nie „źli informatycy” ograniczyli łączność komórkową na terenie CMI (śmiech).

CMI jest to w tej chwili najbardziej kompleksowo zinformatyzowany szpital w Polsce. System informatyczny w nim obejmuje najwięcej różnorodnych aspektów jego działalności. W większości szpitali informatyzacja obejmuje tylko niektóre segmenty działalności (np. tylko radiologię lub laboratorium). A myśmy wzięli wszystko!  To będzie procentować bo raz wprowadzona informacja będzie wykorzystywana w wielu miejscach, a to oszczędza wiele czasu.

Czy to zajęcie które Pan obecnie wykonuje jest satysfakcjonujące dla informatyka?

To ciekawe pytanie gdyż nie jestem z wykształcenia informatykiem. Doktorat zrobiłem na Wydziale Chemicznym Politechniki Gdańskiej z chemii, studiowałem biotechnologię, a moją specjalnością jest biochemia. Zajmowałem się modelowaniem molekularnym białek i małych związków chemicznych wiążących się do DNA w celu wyłonienia nowego potencjalnego miejsca działania leków przeciwnowotworowych. A wracając do Pańskiego pytania to uważam swoja prace za w pełni satysfakcjonująca – bo przecież cóż może być bardziej satysfakcjonującego jak możliwość kreowanie standardów. Kreowania i wdrażania rozwiązań, które potem być może będą funkcjonować przez dziesiątki lat.

 

Dodaj komentarz